30 maja 2015


kawałek świata, który ukradł mi serce - Berlin










24 maja 2015


siedzisz tu i grasz mi. dźwięk palców uderzających o twarde struny działa na mnie kojąco. ale gdy słyszę Twój głos moje serce kruszy się i pęka po raz kolejny. przytulasz mnie a ja zostawiam krople łez na Twojej piżamie. po raz kolejny zdaję sobie sprawę, że już nigdy nie będzie tak samo. wychodzisz. chyba też płakałaś. 

23 maja 2015


wokół mnie panowała przerażająca ciemność, jednak nie czułam niepokoju, czułam się dziwnie bezpieczna, opanowana. wiedziałam, że jestem tu tylko ja, nikt więcej, a tego potrzebowałam, być sama. poruszałam się wolno, z gracją, powieki miałam przymknięte a usta wykrzywione w delikatny uśmiech, czułam jak długie ciemne loki delikatnie łaskoczą mnie po bladych policzkach. płynęłam kilka metrów w dół, nie czułam potrzeby zaczerpnięcia powietrza, nie było mi potrzebne. pozwoliłam by woda robiła ze mną co zechce, nie walczyłam z nią. chciałam utopić wszystkie negatywne uczucia, wyrzucić je z siebie i zostawić na dnie. unosiłam się i opadałam, cieszyłam tą błogą chwilą, chciałam by się nie kończyła. w końcu otworzyłam oczy i spojrzałam w górę. noc była cudowna. cudownie spokojna. zapragnęłam takiego spokoju w sobie. ciemne niebo rozciągało się ponad taflą wody, kręciło mi się w głowie gdy na nie patrzyłam. moje bezwładne dotychczas ciało odzyskało kontrolę nad mięśniami i przypomniało sobie o czynności oddychania. wypłynęłam powoli na powierzchnię i od razu zatęskniłam. gwałtownie zaczerpnęłam powietrza, którego domagały się moje płuca. odgarnęłam z twarzy mokre kosmyki włosów, wciąż jednak czułam maleńkie kropelki na sinych wargach i rzęsach. znów przymknęłam oczy i pozwoliłam by ciepły wiatr osuszył moją twarz. jednak gdy je otworzyłam nie byłam w oceanie, nie było żadnej wody, żadnego nieba. tylko sufit. zwykły biały sufit, cztery fioletowe ściany i ciało otulone kołdrą. wstałam niechętnie z uczuciem pustki w sercu. bo wszystko co miałam zostawiłam na dnie.