czuję, że oddycham, świeżym, czystszym powietrzem. już nie tym ciężkim, przesiąkniętym łzami, który drapał w gardło i nie pozwalał spokojnie zasnąć. odzyskałam J. i jednocześnie maleńką cząstkę siebie, której tak bardzo mi brakowało. w końcu pozbyłam się smutku i tęsknoty z serca i jest mi z tym lepiej, dużo lepiej. żałuję tylko, że nie potrafię od razu mówić o swoich uczuciach, tylko ukrywam je głęboko w sobie i nie pozwalam by dały po sobie znać, dopóki nie zacznę rozklejać się, non stop płakać i krzyczeć na wszystkich, żeby odreagować. niepotrzebnie się z tym męczę, ale chyba nie umiem inaczej.
czasem po prostu nie potrafię mówić.
Ważnym krokiem jest przyznanie przed samym sobą, że nie potrafi się mówić.
OdpowiedzUsuń