24 kwietnia 2014
Codziennie myślę o tym, że jest już lipiec.
Wolność od szkoły, fałszywych twarzy.
Budzę się w nie swoim łóżku,
gdzieś daleko, w drewnianym domku.
Wychodzę na taras,
by zaczerpnąć świeżego powietrza
i zachłysnąć się pięknem poranka.
Idziemy wszyscy na kajaki.
Łapczywie chłoniemy widok przepięknych jeziorek
I choć ręce bolą od wiosłowania
Nikt nie ma dość.
Moczymy nogi w chłodnej, orzeźwiającej wodzie.
Po południu windsurfing.
Włosy plączą mi się na twarzy
z wielkim pluskiem wpadam do wody,
a żagiel razem ze mną.
Ale podnoszę się i płynę dalej.
Wieczorem ognisko.
Wszyscy głośno śpiewamy
Jest kiełbasa, ciepła herbata i wspaniałe towarzystwo.
Wracamy do domków
Przytulam się do poduszki i zamykam oczy.
Myślę, że to był wspaniały dzień.
I jutro też czeka mnie wspaniały dzień.
Nie cierpię tylko powrotów.
Nie potrafię się nawet z nikim pożegnać.
Przez cały rok, żyję wspomnieniami,
w tęsknocie.
Oczekuję niecierpliwie na kolejny wyjazd.
Wiem, że znowu będę szczęśliwa.
Tam nie ma czasu na smutki.
Ale wytrzymaj Julio, jeszcze tylko dwa miesiące.
I wrócisz tam.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz